Malarz przeczuć i tajemnicy


Grzegorz Ratajczyk – malarz nieznanego. Dotknięciem pędzla rozświetla i waloryzuje realne pejzaże. Olśniewa i fascynuje. Jego widoki Wenecji i Asyżu nie mają sobie równych. To spektakle malarskie, w których materia uwolniona od ciążenia ziemskich sił przeistaczana zostaje w światło. Ono odsłania to, co – jak można domniemywać — znajduje się za zasłoną rzeczywistości.

Artysta swoją twórczością z ostatnich lat zdaje się pytać: czy można namalować obraz religijny posługując się dzisiejszymi środkami wyrazu? Bo wbrew powierzchownemu wrażeniu, niebywałej urody malarskiej jego płócien, nie o estetykę mu chodzi. To malarz poetyckich iluminacji, przeczuć i tajemnicy, który wszystkie elementy przedstawienia, łącznie z bordiurą i elementami geometrycznymi podporządkowuje duchowemu przesłaniu, często ocierającemu się o sacrum.

Weduta powietrza, olej, 125 x 115 cm

Weduta powietrza, olej, 125 x 115 cm

Poznański artysta, obecnie profesor ASP, łączy w sobie wrażliwość poety, odwagę linoskoczka i determinację wyczynowego sportowca. Ma odwagę wejść na nieznany teren, nie mając żadnego oparcia i poruszać się po nim jak po grzęzawisku. Jego twórczość od samego początku penetruje nieznane obszary. Z pewnością dzięki odwadze w przezwyciężaniu rutyny i talentowi malarz osiąga tak świetne wyniki.

Mnie Grzegorz Ratajczyk jako malarz długo nie przekonywał. Moim zdaniem do obecnych zdumiewających rezultatów dochodził przez lata. W drugiej połowie lat 80. malował surowe, ciemne obrazy abstrakcyjne zawierające w swojej strukturze elementy organiczne. Wyrażały one wspomnienia z dzieciństwa i atmosferę starego domu. Jeszcze nie dochodziło w nich do przemiany farby w kolor. A ponadto zbyt silne w tych obrazach były – przynajmniej moim zdaniem – wpływy twórczości Tadeusza Brzozowskiego.

Dzisiaj malarz mówi, że po cienko, laserunkowo malowanych obrazach dyplomowych miał potrzebę faktury, wręcz tektoniki. Stąd owe kompozycje ze strukturą zaoranej ziemi. Natomiast Brzozowskiego uważał za mistrza, chociaż nie zetknął się z nim osobiście, i wydaje mu się naturalne, że uczeń w pewnym momencie studiowania czerpie z mistrza. Okazało się, że tamten okres był ważnym etapem w rozwoju artysty, że zdobyte wówczas doświadczenia procentują w ciemnych partiach takich prac jak Nowe Jeruzalem, olej, 180 x 350 cm, 200004 czy Umbria, olej, 215,5 x 286 cm, 200004.

Trzeba tutaj wspomnieć o dwóch podróżach Ratajczyka do Włoch, które w istotny sposób wpłynęły na jego twórczość. Pierwszą w rejony Gubbio i Asyżu (1991) i drugą, zimową do Wenecji (2000). Podczas pierwszej artysta doświadczył i zrozumiał, na czym polega fenomen południowego, włoskiego pejzażu, a w trakcie drugiej na własny użytek odkrył dwóch największych malarzy weneckich Tycjana i Tintoretta. „Tylko będąc w Wenecji – mówi malarz – można zrozumieć Pietę Tycjana. Kiedy oglądałem czyszczenie kanałów zrozumiałem, że ten obraz, jedno z największych arcydzieł ludzkości, mógł powstać tylko w tym miejscu osadzonym na chwiejnym gruncie i błocie, które również musiał oglądać Tycjan i że ono było dla niego inspiracją”.

Asy? II, olej, 160 x 130 cm

Asy? II, olej, 160 x 130 cm

Obecnie poznański malarz, niekiedy w jednym obrazie, scala efekt świetlistości z opalizującą ciemną materią, jakby zaczerpnięta z weneckich kanałów i swoich płócien z lat 80. Natomiast w pełnych rozmachu, nasyconych pikturalnie „jasnych” olejach, stale na nowo ukazuje różnorodność światła, które jest dla niego nośnikiem metafizyki.

Moim zdaniem Ratajczyk jako dojrzały, w pełni ukształtowany artysta objawił się w 2000 roku, wystawą w poznańskiej galerii „Profil”. Wówczas widzowie, w tym niżej podpisany, przeżyli wstrząs i iluminację, rozumianą jako oświetlenie, a także oświecenie umysłu. Takich wedut utkanych z powietrza i światła, jak widoki Asyżu o różnych porach dnia i roku czy pejzaże Umbrii nikt dotychczas nie namalował.

W ostatnim okresie ten, jeśli nie najwybitniejszy obecnie poznański malarz, to na pewno jeden z dwóch, może trzech, tworzących w tym mieście, jeszcze poszerzył i wzbogacił, i środki wyrazu, i sposoby obrazowania. Jest równie świetny zarówno w obrazach „krystalicznych”, w których powietrze zdaje się być kliszą naświetlającą ziemski pejzaż, jak i „sferycznych”, opartych o proste figury geometryczne, ukazujące jakby różne odsłony przedstawianej struktury architektonicznej oraz impresjonistyczno-​turnerowskich, gdzie światło, rozświetlając grubo uformowaną, złożoną z nawarstwień farb i rys wierzchnią warstwę obrazu, prowadzi widza również do jego wnętrza. To tylko próba przybliżenia najnowszej twórczości artysty, który często łączy wymienione sposoby.

Jego obrazów nie da się opowiedzieć, można je jedynie przeżyć. W pełni odnosi się do nich wypowiedź Renoira dotycząca dwóch jakości dzieła sztuki. Otóż zdaniem tego francuskiego malarza, „po pierwsze – musi być [ono] nie do opisania, a po drugie – nie do podrobienia”.

Takie właśnie są niezwykłe, dotykające tajemnicy metafizyczne pejzaże wielkiego malarza Grzegorza Ratajczyka.

Grzegorz Ratajczyk – malarz i grafik. Urodzony w 1960 roku. W latach 80. studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu (obecnie ASP). W 1985 roku otrzymał dyplom z wyróżnieniem z malarstwa w pracowni Norberta Skupniewicza. W roku 1986 przyznano mu stypendium im. M. Dokowicz, do Francji. Obecnie pracuje jako profesor w macierzystej uczelni. Miał dwadzieścia kilka wystaw indywidualnych m.in. w: „Centro Artistico Culturale” Galeria Il Leone, Rzym, 1991 (malarstwo, grafika); Associazione Italiana Cultura, Gubbio, 1991 (malarstwo, grafika); Galerie’90 Salon D’art. Arteon, Bruksela, 1991 (malarstwo); Instytut für Kultur der Republik Polen, Lipsk, 1991 ( malarstwo); Galeria EL, Elbląg, 2002. Wziął również udział w ponad dwudziestu ekspozycjach zbiorowych.