Uwielbiam bezwstyd nagiego ciała

Rozmowa z Franciszkiem Starowieyskim, malarzem i rysownikiem

— Naprawdę uważa pan, że uwielbiane są tylko kobiety upadłe?

— Kobiety nazywane przez pana upadłymi, czyli kobiety zużyte przez czas i życie, mają na ciele wypisane swoje przeżycia i dlatego rysuje się je o wiele lepiej niż inne.

— W tym miejscu muszę wtrącić małe wyjaśnienie. Otóż pierwsze pytanie zadałem sprowokowany odręcznym tekstem uczynionym przez pana na jednym z własnych rysunków, znajdującym się w tomiku Ewy Biełous Niebo, piekło. Brzmi on następująco: „Ewo! Uwierz, że uwielbiane są tylko upadłe kobiety. Proszę upadnij… trochę! Franek”.

— O te napisy na rysunkach strasznie się na mnie poobrażała moja żona. Ale, wie pan, życie w sztuce, to jest życie w stanie małej rozpusty. Nie zawsze konkretnej. Jeżeli jednak rozsiewa się do­okoła perwersyjny nastrój, to wtedy mogą wycho­dzić naprawdę ciekawe rzeczy.

— Wierzę, ale proszę odpowiedzieć na pierwsze pytanie.

— Ależ proszę pana! Te nieupadłe kobiety dzisiaj, przy obecnej moralności, przeważnie nie są kobietami, więc nie warto się nimi zajmować.

— Czyżby więc — jak twierdził Stendhal — pruderia była najgorszym rodzajem skąpstwa ze wszystkich.

— Oj, to piękne powiedzonko! Wspaniałe! Nie znałem tego. Mnie chodzi jednak o coś innego. Ja uwielbiam ciało, jego kolor. Uwielbiam bezwstyd nagiego ciała.
Niech pan popatrzy na papier, skórę, drewno, kamień. Te materiały mają bliżej określony kolor, który można zdefiniować. Ciało natomiast ma swoje błyszczenie. Nie wiem, czy przyglądał się pan kiedyś ciału w słońcu przez szkło powiększające? Kiedy pan to zrobi, to ze zdziwieniem zobaczy pan, że składa się ono z płytek błyszczących w różnych kolorach tęczy, układających się zależnie od kąta padania promieni słonecznych. To daje przedziwny, niepowtarzalny w naturze kolor. Na żadnej draperii, na żadnym innym materiale nie układa się światło­cień w tak przedziwny sposób i nie panują tak odrębne warunki modelunku, jak na ciele. Pod tym względem różni się ono całkowicie od reszty świata.

W swoich różnych wypowiedziach podkreśla pan cielesność czy nawet ciałowatość kobiet. Mówi pan o braku pośladków, kształcie piersi, brzucha. A także o pracy nad urodą — gimnastyce, higienie żywienia, sposobie ubierania się i poruszania, czyli o zewnętrzności. Uważa pan, że osobowość kobiety przejawia się w pośladku?

— Sformułowałbym to tak: brak pośladków wpływa źle na osobowość. Ale tu nie o to chodzi. W wywiadach dla pism kobiecych mówiłem, w jaki sposób można osiągnąć ideał, ciało o idealnej harmonii itd. Natomiast kiedy siadam do rysowania, ten ideał naprawdę mnie gówno obchodzi. W „Playboyu” na przykład ma pan na jednej stronie świetnie opalone, piękne dziewczyny, a na drugiej pieczone kurczaki, które mają dokładnie ten sam kolor, Ten rodzaj ideału jest nudny. Gdy rysuję ciało, nie zawsze interesuje mnie jego erotyka, często bardziej pociąga mnie coś, co nazwałbym…

— Tajemnicą ciała?

— Nie! Nie! Nie! Lubię bezwstyd osoby brzydkiej, która obnaża się, albo ciał, które mają w rysunku coś ogólnego i wzniosłego. Zdarzają się one, niestety, bardzo rzadko. Obecnie istnieje na świecie trend preferujący kobietę silną, pięknie umięśnioną…

Wzloty ukrzyżowanych , fragment, obraz na płótnie, 1991

Wzloty ukrzyżowanych , fragment, obraz na płótnie, 1991

— Dziękuję za taki ideał.

— Nie ma pan racji! Jeśli kobieta nie jest umięśniona, to są to tylko wałki tłuszczu, które się panu rozlecą za parę lat.

— Mnie kobiety typu Jane Fonda nie interesują.

— A Liza Lion, najsłynniejsza kulturystka świata? Jest to przepiękna kobieta, pięknie, harmonijnie zbudowana. W pełni kobieta i w pełni kulturystka. Powiedziałbym, że jest ona w tej chwili najpopularniejszą kobietą świata.

— Mówmy o pańskich gustach.

— Na pewno interesuje mnie Liza Lion. Osiągnęła ona bardzo wysoki kształt harmonii. Dlaczego kobieta nie ma być umięśniona? Może być, ale musi być ukształtowana po kobiecemu. Przecież tym paniom, które jeżdżą samochodami, które kupują w sklepie mielone mięso, bo nie muszą obdzierać owcy ze skóry, żeby się najeść, które się nie przepracowują, rosną garby tłuszczu na sągi i stopa robi się płaska.
O ile widzi się wielu umięśnionych mężczyzn, bardzo ładnych, harmonijnie zbudowanych, na których patrzę z przyjemnością — chodzę zawsze na plażę nudystów — to takich kobiet w ogóle się nie dostrzega.

— Czy zwracanie nadmiernej uwagi na zewnętrzny wygląd kobiet zamiast na osobowość nie prowadzi do ich ogłupiania? Przecież zdecydowana większość pań myśli — jeśli to można nazwać myśleniem — że kiedy założy nowy ciuch, zmieni fryzurę, od razu stanie się bardziej atrakcyjna.

— Proszę pana, ale to nie jest ważne, czy kobieta jest głupia czy mądra. Kobieta jest taka głupia czy taka mądra, jacy my jesteśmy głupi czymądrzy, rozumie pan?

— Jeśli chodzi panu o psychiczne przystosowanie się kobiety do mężczyzny, to tak.

— Zresztą prywatnie muszę panu powiedzieć, że interesują mnie wyłącznie kobiety inteligentne.

— A czy, pana zdaniem, kobiety są zdolne do pracy nad swoją psychiką, tak jak mężczyźni?

— Nie. Wiadomo przecież, że mózg kobiety nie funkcjonuje tak jak męski. Kobiety potrafią się niesłychanie łatwo nauczyć na pamięć różnych rzeczy, ale to wyuczenie znaczy tylko tyle, że z taką kobietą można przyjemnie spędzić czas.

— Jaki jest pana ideał kobiety?

— Jeżeli mogę mniej więcej powiedzieć o jakimś ideale, to jest nim szatynka o bardzo łagodnej twarzy, inteligentna. W każdym razie myśląca, względnie usiłująca myśleć. Bo są dziewczyny, które mają wyuczony repertuar na godzinę, dzień czy tydzień. A potem on nie funkcjonuje. Szukam kobiety z repertuarem na całe życie. Poza tym lubię wypełnione formy, co nie znaczy, że kobieta ma być gruba — ma mieć wypełniony, czysty rysunek.

Białe małżeństwo, plakat, 1978

Białe małżeństwo, plakat, 1978

— Czego pan szuka w kobietach uprawiających różne zawody, wybieranych do Teatru Rysowania?

— Z tym szukaniem jest tak, że nigdy nie wiadomo, jak jakaś kobieta wygląda rozebrana. Czasami może się okazać kluchą zupełnie pozbawioną formy.

— Niektóre kobiety zdecydowanie lepiej wyglądają ubrane.

— Tak, ale zawsze staram się akceptować modelkę taką, jaka jest. I w każdej znajduję coś ciekawego, coś, co mnie zaskakuje. Szukam takich kobiet, które mogą mi się w rysowaniu do czegoś przydać. Lubię modelki ruchliwe w biodrach tzn. żeby miały mocny kontrapost. Lubię też rysować bardzo grube kobiety, bo nie podlegają zasadniczo, tradycyjnie rozumianym, prawom anatomii; ich formy układają się bardzo indywidualnie.

— Dlaczego nie korzysta pan z modelek zawodowych?

— Bo w ich działaniu jest coś denerwująco oschłego. One nie potrafią być prywatne.

— Jakie znaczenie ma w pańskiej twórczości ciało?

— Używam go jako materiału do pokazania gołej duszy.

— Kobiety czy własnej?

— Tu w ogóle nie chodzi o kobietę! Ciało kobiety służy mi wyłącznie jako pretekst, jest bardzo dobre do opisywania stanów i pojęć. Przecież prawie wszystkie alegorie były przedstawiane pod postacią kobiety. Jako jedynego modela męskiego używam zawsze siebie.

Rozmowa pochodzi z książki „Eros i znawcy”, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 1994.

Franciszek Starowieyski - rysownik, malarz, plakacista i scenograf. Był jednym z najwybitniejszych polskich artystów. Urodził się 8 lipca 1930 r. w Bratkówce koło Krosna na Podkarpaciu, w rodzinie szlacheckiej pieczętującej się herbem Biberstein. Studiował na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie (19491952) i w Warszawie (19521955). Dyplom uzyskał w 1955 roku. Początkowo zajmował się głównie plakatem, później również rysunkiem, malarstwem sztalugowym i ściennym, grafiką książkową, kaligrafią barokową, scenografią teatralną i telewizyjną. Był autorem i zarazem bohaterem dwudziestu kilku spektakli Teatru Rysowania. Otrzymał wiele nagród w Polsce i na świecie, m.in.: Grand Prix na Biennale Sztuki Współczesnej w Sao Paulo (1973), Grand Prix za plakat filmowy na festiwalu w Cannes (1974), Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu w Paryżu (1975), Annual Key Award gazety Hollywood Reporter (1975– –1976), nagrody na Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie i na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Chicago (19791982). W 1985 roku miał indywidualną wystawę w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Od 1993 r. profesor w Europejskiej Akademii Sztuki. W 1971 roku powstał znakomity film A. Papuzińskiego Bykowi chwała o twórczości artysty, z nim w roli głównej. Obraz Starowieyskiego Porwanie Europy znajduje się w polskim przedstawicielstwie Unii Europejskiej w Brukseli. Zmarł 23 lutego 2009 roku w Warszawie.